Ale wracając na ziemię-ostatnio upolowałam dwa peelingi do dłoni. Obydwa poniżej 10 złotych (bez promocji).
Paloma handSPA cukrowy peeling do rąk z olejkiem makadamia i migdałowym
Opakowanie zawiera 125ml produktu o konsystencji pasty, która w cieple szybko mięknie. Zapach ładny, lekko kwiatowy choć trudny do jasnego zidentyfikowania.
Jednorazowo wystarczy nabrać niewielką porcję różowej pasty z wyraźnymi cukrowymi kryształkami i masować przez 2-3 minutki. Po spłukaniu na rękach pozostaje delikatna tłusta warstewka (absolutnie nie jest to niemiłe lub uciążliwe) i uczucie błogiej, niemowlęcej gładkości.
Po pierwszym zastosowaniu siedziałam i gładziłam sie po rękach jak głupia:)
Peeling można stosować zarówno na suchą jak i mokrą skórę przy czym przy skórze suchej efekt peelingu będzie mocniejszy.
SENSIQUE Cukrowy 2-fazowy peeling do rąk o zapachu pomarańczy (DROBNOZIARNISTY)
Peeling (100ml) zawiera olejek ze słodkich migdałów, masło shea, witaminę A, naturalny olejek pomarańczowy.
Z tego produktu jestem mniej zadowolona.
Pachnie wprawdzie obłędnie ale nie przypadła mi do gustu forma aplikacji. Po pierwsze musiałam długo potrząsać butelką , żeby wymieszać obie warstwy, po drugie butelka jest sztywna i niemal nie ma możliwości jej naciśnięcia i trzeba czekać aż produkt sam się wyleje. Z drugiej strony może to i dobrze bo mimo, że produkt wylewał się z opakowania w powolnym tempie to cały korek się wytłuścił i wybrudził. Również uczucie po wykonaniu peelingu jest mniej zachwycające. Po zmyciu preparatu na skórze, tak jak w przypadku poprzedniego preparatu, została tłusta warstwa ale tym razem uczucie było mniej komfortowe.
Ciężko mi to opisać ale różnica jest wyraźna. Po Palomie czułam się jak po zabiegu z parafiną (o ile wzrok mnie nie myli to parafina lub jakaś jej kosmiczna pochodna w składzie jest) po Sensique czułam się "naolejowana" w negatywnym znaczeniu tego słowa.
Nie wiem który z tych produktów jest lepszy pod względem składu i biochemii ale jeśli chodzi o komfort to zdecydowanie wolę Palomę:) i ona stanie się moja przyjaciółka na nadchodzące chłody, które zawsze mają negatywny wpływ na moje łapki.
Pozwolę sobie jeszcze na małą dygresję w związku z maską GLAMGLOW. W wieczór kiedy ją zastosowałam zrezygnowałam z kremu do twarzy, gdyż uczucie gładkiej i nawilżonej buzi było wspaniałe. Nawet następnego ranka niemal nie odczuwałam braku kremu. Za 2-3 dni planuję kolejne podejście:)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz