poniedziałek, 12 listopada 2012

PALOMA VS SENSIQUE czyli starcie peelingów do dłoni

Uwielbiam peelingi wszelkiego rodzaju. Od dawna szukałam produktu przeznaczonego specjalnie do dłoni i to w ludzkiej cenie albowiem  zawsze mam opory przed wydawaniem na  peelingi dużych kwot. Nie oczekuję bowiem od tego typu produktów niemal niczego poza złuszczeniem lub wręcz zdarciem  skóry:) Oczywiście nawilżenie czy też natłuszczenie skóry jest dodatkowy atutem ale absolutnie nie oczekuję właściwości przeciwzmarszczkowych lub wyszczuplających. Dlatego też mimo cudownych wspomnień (zwłaszcza zapachu-chyba była to jakaś seria limitowana bo wydaje mi się, że pamiętam kokos) związanych z testowaniem peelingu do dłoni Alessandro dobrych 10 lat temu, nie zdecyduję się raczej nigdy na zakup tego produktu, bo 69 zł za peeling do dłoni to jak dla mnie zbrodnia. Ale jeśli komuś to nie przeszkadza, to polecam, bo ręce po nim były niebiańsko gładkie:)

Ale wracając na ziemię-ostatnio upolowałam dwa peelingi do dłoni. Obydwa poniżej 10 złotych (bez promocji).

Paloma handSPA cukrowy peeling do rąk z olejkiem makadamia i migdałowym

Opakowanie zawiera 125ml produktu o konsystencji pasty, która w cieple szybko mięknie. Zapach ładny, lekko kwiatowy choć trudny do jasnego zidentyfikowania.
Jednorazowo wystarczy nabrać niewielką porcję różowej pasty z wyraźnymi cukrowymi kryształkami i masować przez 2-3 minutki. Po spłukaniu na rękach pozostaje delikatna tłusta warstewka (absolutnie nie jest to niemiłe lub uciążliwe) i uczucie błogiej, niemowlęcej gładkości.
Po pierwszym zastosowaniu siedziałam i gładziłam sie po rękach jak głupia:)



Peeling można stosować zarówno na suchą jak i mokrą skórę przy czym przy skórze suchej efekt peelingu będzie mocniejszy.


SENSIQUE Cukrowy 2-fazowy peeling do rąk o zapachu pomarańczy (DROBNOZIARNISTY)

Peeling  (100ml) zawiera olejek ze słodkich migdałów, masło shea, witaminę A, naturalny olejek pomarańczowy.
Z tego produktu jestem mniej zadowolona.
Pachnie wprawdzie obłędnie ale nie przypadła mi do gustu forma aplikacji. Po pierwsze musiałam długo potrząsać butelką , żeby wymieszać obie warstwy, po drugie butelka jest sztywna i niemal nie ma możliwości jej naciśnięcia i trzeba czekać aż produkt sam się wyleje. Z drugiej strony może to i dobrze bo mimo, że produkt wylewał się z opakowania w powolnym tempie to cały korek się wytłuścił i wybrudził. Również uczucie po wykonaniu peelingu jest mniej zachwycające. Po zmyciu preparatu na skórze, tak jak w przypadku poprzedniego preparatu, została tłusta warstwa ale tym razem uczucie było mniej komfortowe.

Ciężko mi to opisać ale różnica jest wyraźna. Po Palomie czułam się jak po zabiegu z parafiną (o ile wzrok mnie nie myli to parafina  lub jakaś jej kosmiczna pochodna w składzie jest) po Sensique czułam się "naolejowana" w negatywnym znaczeniu tego słowa.

Nie wiem który z tych produktów jest lepszy pod względem składu i biochemii ale jeśli chodzi o komfort to zdecydowanie wolę Palomę:) i ona stanie się moja przyjaciółka na nadchodzące chłody, które zawsze mają negatywny wpływ na moje łapki.


Pozwolę sobie jeszcze na małą dygresję w związku z maską GLAMGLOW. W wieczór kiedy ją zastosowałam zrezygnowałam z kremu do twarzy, gdyż uczucie gładkiej i nawilżonej buzi było wspaniałe. Nawet następnego ranka niemal nie odczuwałam braku kremu. Za 2-3 dni planuję kolejne podejście:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz